Zniknięcie

Myślę, że długo już nie wytrzymam... Serce wali... wiem, że mnie już czują, wiem, wiem... Dźwięki się zmieniają... Nie wyjdę... żywy z tej wsi. Nie dadzą mi dotrwać do rana. Zginę tu. Co ci ludzie narobili?

Recenzja: Anima, Kinga Krzemińska

Miejsce akcji: niewielka, zapomniana osada gdzieś na Podlasiu w powiecie sokólskim, tuż przy granicy z Białorusią. Jej zdjęcie mogłoby posłużyć za idealną ilustrację powiedzenia: tam, gdzie diabeł mówi dobranoc. Wiecie: rzadko uczęszczana droga, kilka domów na krzyż, koniecznie w sąsiedztwie ciemnego lasu.

Czas akcji: zima, zbliżające się Święta, współcześnie.

Lokalny posterunek policji w miasteczku tuż obok. Młody i Willer właśnie ubierają choinkę, kiedy w progu zjawia się listonosz. Chce zgłosić, że wspomniana wioska, ta za lasem, stoi pusta. Bezludna, znaczy się. No, wszyscy wyparowali, panie władzo. Nie, nie piłem… no może trochę, jak zwykle…

Nikt nie daje mu wiary. Początkowo, bo sytuacja rozwija się dynamicznie. W szkole brakuje dzieci z wioski, ktoś nie przychodzi do pracy. Kiedy aspirant Willer w końcu decyduje się złożyć w siedlisku wizytę, na wszystko jest za późno. Szczególnie na to, aby uratować jedynego potencjalnego świadka wydarzeń…

Fakty zaś są bezlitosne. Któregoś grudniowego dnia ludzie po prostu znikli. Wszyscy. Cała wioska.

Jak się dopuszcza do siebie zło, to zło nas pochłania, panie Willer.

***

Zakładam słuchawki i zanurzam się w dźwiękach słuchowiska, którego autorkę, Kingę Krzemińską, już znam. To ona, wraz z reżyserem Krzysztofem Komanderem, zaprosili mnie już wcześniej do swojego świata - a właściwie do świata sierżanta Cuffa. Jako że wówczas bawiłem się doskonale, nie miałem wątpliwości, że i Anima mnie nie zawiedzie. Tym razem jednak o lekkiej komedii nie ma mowy: trafiłem prosto w szpony mrożącej krew w żyłach historii.

Pewnie Anima nie różniła by się zbytnio od innych horrorów/thrillerów, gdyby nie forma, w jaką ją opakowano. Muszę przyznać, że ludziom stojącym za tym niesamowitym słuchowiskiem udało się mnie zaskoczyć. Przesłuchałem prawie wszystkie audiobooki Audioteki opatrzone tagiem „Superprodukcja” – a z czymś takim jeszcze się nie spotkałem. Jest to bowiem słuchowisko, w którym – uwaga! – nie ma narratora. W ogóle. Ani razu. Cała akcja opiera się na dialogach, grze aktorskiej i absolutnie fenomenalnym udźwiękowieniu.

To od początku. Najpierw jednak rzućcie okiem na kapitalną zajawkę Animy.

Filmowa zajawka "Animy" // Reżyseria: Krzysztof Komander, Zdjęcia: Piotr Dudak

Krzemińska ma ucho do dialogów i monologów, co udowodniła już we wspomnianym Sierżancie Cuffie. Rozmowy bohaterów są bardzo naturalne, nie rażą sztucznością (co mogłoby mieć przecież miejsce, kiedy w dialogach trzeba zawrzeć to, za co w „normalnych” warunkach odpowiada narrator). Spora w tym zasługa świetnie grających i oddających emocje aktorów 1 – przede wszystkim Łukasza Simlata, który idealnie sprawdza się w roli aspiranta, opętanego niezrozumiałą dla otoczenia obsesją. Nie obyło się też bez kilku sztuczek: mamy tu nagrania z kaset magnetofonowych, mamy wypracowania uczennic, mamy dźwięk z filmów wideo nagrywanych przez bohaterów oraz informacje z radia. Jednak nawet i te sprytne zabiegi pewnie by nie wystarczyły, gdyby nie ekipa ze Stereotyp Studio – fachowcy, którzy wyczarowali tło dźwiękowe (atmosfery) do Animy. To dzięki nim w ułamku sekundy przenosimy się między lokacjami (las, posterunek policji, kościół, szpital, szkoła, ulica etc.), to dzięki nim dźwięk pojawia się dookoła głowy słuchacza, bliżej, dalej, obok...

Komander, Krzemińska, Simlat

Krzysztof Komander, Kinga Krzemińska, Łukasz Simlat // zdjęcia: Stereotyp Studio

Zapewniam, że historia jest poprowadzona, opowiedziana i zrealizowana w taki sposób, że nie ma siły: dacie się uwieść. I nie raz poczujecie się nieswojo, a włosy staną wam dęba ze strachu. I to mimo tego, że – pewnie w trosce o nasze serca – realizatorzy unikają gwałtownych i głośnych dźwięków, które faktycznie mogłyby przyprawić niczego nie spodziewającego się, skupionego słuchacza o zawał. Muszę przyznać, że takich tanich chwytów spodziewałem się nie raz – wzorem filmowych horrorów, w których podobne tricki stosuje się nagminnie i bez opamiętania. Wiecie: coś nagle wyskoczy przed obiektyw, coś huknie, spadnie, rozbije się… Na szczęście Anima oszczędza nam takich wątpliwych przyjemności, w zamian serwując nie raz i nie dwa przyprawiające o ciarki na karku udźwiękowienie z piekła rodem. To po prostu słuchowisko, w którym zupełnie inne znaczenie zyskuje znane skądinąd powiedzenie: „Słychać wycie? Znakomicie!”.

Dla wszystkich nieprzekonanych: pierwsza godzina słuchowiska, legalnie i za darmo.

W efekcie z czystym sumieniem wystawiam Animie maksymalną ocenę w audiotekowej skali. Na pięciogodzinną podróż do opuszczonej wioski zalecam wyposażyć się w dobrej klasy słuchawki. Nie ukrywam też, że liczę na więcej. I nie mówię tu wcale o żadnej kontynuacji: mocno podoba mi się właśnie takie zakończenie, jakie zaserwowała nam autorka scenariusza. Po prostu chętnie posłuchałbym audiobooków zrealizowanych właśnie w taki sposób.

Polecam. ■

PS. Zakupionego w Audiotece słuchowiska tym razem nie będziecie sobie mogli zgrać na ulubioną empetrójkę, pendrive'a czy inną płytę CD. Niestety, firma zmieniła politykę i na wzór serwisów streamingowych typu Storytel postanowiła wiązać klientów ze swoją aplikacją. Jak się domyślacie, takie podejście biznesowe nie spotkało się ze szczególną sympatią - ani moją, ani zaskoczonych internautów (zainteresowanych odsyłam do dyskusji w komentarzach pod postem z trailerem Animy na fb). Warto o tym pamiętać decydując się na wydanie tych około 30 złotych.

bert

Psssst!? Jesteś tu jeszcze? Może napiszesz kilka słów od siebie? Są już pierwsze komentarze, z pewnością będzie Ci raźniej. Zapewniam, że nic tak nie cieszy piszącego (mnie, znaczy się), jak dobre słowo. Albo i niekoniecznie dobre. Albo każde inne... To co? Przeskakujemy do komentarzy?

/ przypisy /
  1. Obsada jest imponująca i prezentuje się następująco: Łukasz Simlat (Willer), Filip Pławiak (Młody), Barbara Kurzaj (Byder), Karolina Czarnecka (Anna), Antoni Pawlicki (Tomaszek), Mirosław Zbrojewicz (Proboszcz), Stanisław Brudny (Kahnuk), Beata Kawka (Prokurator Danuta Torzecka) i inni. Razem około 40 głosów! Więcej szczegółów na stronie internetowej słuchowiska. Fotorelację ze studia nagraniowego można zobaczyć na profilu fb Stereotyp Studio.  ↩

Poprzednia recenzja„Nekrosfera”
Następna recenzja„Niewinny czarodziej”
2 komentarze
sequelist
Wysłano 09 grudnia 2019 o 20:13

Najważniejsze pytanie jest taki, czy będzię kontynuacja i dalsze części?? :) To się nie mogło tak skończyć.

bert
Wysłano 10 grudnia 2019 o 11:23

Ja tam lubię niedopowiedzenia :) Zdecydowanie wolę je od rozwiązań, które mnie rozczarują dosłownością / wtórnością / głupotą. Pytanie jednak postaram się skierować do odpowiednich osób, zobaczymy, co powiedzą :)

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zaznaczyłem gwiazdką (*).

Klikając [WYŚLIJ] zgadzasz się na opublikowanie wysłanego komentarza. Komentarze są moderowane. Nie zgadzasz się z tym, co czytasz - ok, ale nie bądź niegrzeczny i nikogo nie obrażaj. Jak to mówił klasyk: chamstwa nie zniese.

Poprzednia recenzja„Nekrosfera”
Następna recenzja„Niewinny czarodziej”