Myszy, ludzie i Piastowie

Dzicy Obrowie zaatakowali ze wschodu. Mali, żółci, skośnoocy i nad wyraz liczni parli niepohamowaną falą, paląc i mordując. Srebrnołuska boginka Manasa, wężowa pani jeziora, nie wahała się ani chwili. Musieli uciekać. Jej synowie musieli uciekać na zachód.

Recenzja: Popiel. Syn Popiołów, Witold Jabłoński

Dwaj młodzi Antowie o swojsko brzmiących imionach Lech i Krak - synowie Manasy i wodza potężnego plemienia Słowian – chcąc nie chcąc udają się w kierunku zachodzącego słońca, na ziemie Wenedów. Długa wędrówka, połączona z podbijaniem opornych siedzib wrogich plemion, kończy się w Kruszwicy nad Gopłem. Doskonale, bo na wyspie położony gród skutecznie pozwala Goplanom odpierać ataki Antów. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że na usługach obrońców najwyraźniej są jakieś ciemne moce – armia nieumarłych wyłażąca z jeziora i skutecznie uszczuplająca siły najeźdźców to nie może być przypadek…

Tak rozpoczyna się historia podboju i jednoczenia ziem leżących w sercu dzisiejszej Polski, a wówczas, w IX w. n.e., zasiedlonych przez liczne słowiańskie plemiona. Słuchowisko, które dzisiaj biorę na warsztat, zaczyna się jednak od innego, zdecydowanie bardziej dramatycznego wydarzenia. Pod gruzami wieży, we własnym zamku, ubiegając atak wściekłych gryzoni, giną Popiel i Jaga.

Zły książę Popiel, jego jadowita małżonka, Mysia Wieża, zwycięstwo Piasta - każdy zna tę baśń od kołyski. Zdziwi was zapewnie, że moja opowieść będzie całkiem inna, niż zasłyszane w dzieciństwie bajędy piastunek. Tylko zaufani Welesa mają rzetelną wiedzę na temat naszych zbroczonych krwią korzeni. Aby zrozumieć całą prawdę zawartą w owej historii, musimy wydobyć ją z głębi dziejów, cofnąć się w przeszłość ku dalekim puszczom i stepom.

Autorem „Popiela. Syna Popiołów” jest znany między innymi z „Darów bogów” Witold Jabłoński. Podobała wam się jego słowiańska mitologia? Spodziewacie się kontynuacji? Wyjaśnijmy sobie w takim razie od razu: tym razem posłuchacie przede wszystkim wariacji na temat legend polskich. Główny wątek fabularny osnuty jest wokół mniej lub bardziej znanych opowieści o Popiele, Piaście, Smoku Wawelskim i o Wandzie – tak, tej, co to Niemca nie chciała. Ten miks świetnie podsumowuje Kazimierz Kaczor, narrator „Popiela”, który w zajawce audiobooka mówi: „To jest bardzo zręczna opowieść (…) albowiem widzę tam kompilację kilkunastu, a może i kilkudziesięciu nawet opowieści najróżniejszych – i takich piastowskich, i takich polskich, i takich bajek, których się wysłuchiwało (…)”. Inaczej, niż w przypadku „Darów bogów”, w „Popielu” nie uświadczycie oddzielnych historii pogańskich bohaterów – autor proponuje jedną, spójną, rozciągniętą na ponad 40 lat opowieść o polskich protoplastach.

Zanim jednak przejdziemy dalej, chciałbym was lojalnie uprzedzić. Zamierzam zdradzić najważniejsze fakty z pierwszej godziny słuchowiska, konkretnie: z dwóch pierwszych odcinków (całość ma 10 odcinków i trwa trochę ponad 9 godzin). Mam w tym swój niecny cel: nie tylko dam wam przedsmak tego, co was czeka, ale jednocześnie będę mógł oprzeć się na czymś konkretnym w niniejszej recenzji. Niby nie zdradzam wiele, ledwie początek historii, ale i tak - dla spokojnego sumienia - fragmenty te zaznaczę innym kolorem tekstu.

Wróćmy więc do Lecha i Kraka…

Załamany i zaskoczony porażką pod Kruszwicą Lech niespodziewanie otrzymuje pomoc: tajemnicza wieszczka Nija, służka Welesa, która ukazuje mu się we śnie, sprowadza go na Orle Gniazdo. Tam, na szczycie wzgórza, zawierają układ (przypieczętowany, gwoli ścisłości, tarzaniem się we krwi w miłosnych uściskach). Kruszwica, dzięki nadprzyrodzonemu wsparciu Niji, pada: Krak na konio-żmiju pali najpierw hordy żywych trupów, potem bramę grodu, wreszcie sam gród i jego mieszkańców. Wodza Goplan – knezia Derwana – palić nie musi: ten, w obliczu klęski, samospala się na stosie… Atrakcji, jak widzicie, co niemiara. W popiołach pokonanego ludu, na spalonej wyspie zwycięski Lech stawia kamienny stołb: Wieżę Lecha. Chwila jest historyczna: to od tego momentu Antów zaczęto zwać Lechitami, a całe ich władztwo: Lechią.

W międzyczasie Krak, posłuszny słowom wyroczni Niji, udaje się na południe, do kraju Wiślan. Uratowana z opresji urocza dziewoja Kolada (akcja godna komandosów, w rolach głównych bezcenne wsparcie w postaci dopiero co poznanego Madeja i jego drużyny zbójów) od pierwszego wejrzenia podbija jego serce. Zauroczony urodą bogdanki Krak nie zwraca uwagi na dziwny zbieg okoliczności: całkowitym przypadkiem napatoczył się akurat na próbę utopienia uroczej panny w wodach Nidy przez rusałki i całkowitym przypadkiem była to najstarsza córka knezia Wisława, Pana Wiśnicy, Wiślan i okolic. Zaiste, przypadek. Rozlewisko Nidy, pewnie i ładne nawet, niespecjalnie nadaje się na dłuższy pobyt Kraka i Kolady (i to nie tylko dlatego, że z teściami Krak się raczej nie polubi) – zakochani, nie wahając się zbytnio, śmigają dalej na południe. Docierają aż na Wawel, gdzie Krak rozpoczyna budowę – a to ci zaskoczenie! - Krakowa. Tak, tak – gród stanie na szczycie wzgórza, pod którym zionie czarny otwór: wejście do jaskini, w której – jak twierdzą przerażeni autochtoni – ogniś mieszkał straszny czarny żmij. Może i kiedyś faktycznie tak było, ale teraz to zbóje Madeja straszą okoliczną ludność, od czasu do czasu wypuszczając z jaskini trochę dymu i smrodu. Krak ogłasza uradowanej ludności, że teraz to on będzie nowym, dobrym smokiem, i bierze Koladę za żonę. „Spodziewacie się teraz pewnie, że powiem żyli długo i szczęśliwie? Nic z tego. Tak bywa tylko w baśniach”

Ej, zapytacie, ale gdzie tu tytułowy Popiel? Pamiętacie jeszcze Lecha, Niję i ich krwawe randez-vous na szczycie Orlego Gniazda? No, właśnie… To dobre miejsce, aby nadmienić, że sytuacja rodzinna naszych bohaterów daleka jest od ideału wzorowej, zdrowej i monogamicznej rodziny – czyli takiej, jakiej mamidła wiszą na sztandarach obecnie miłościwie nam panującej opcji politycznej. Taki Krak na ten przykład, polski (piastowski) protoplasta, nie tylko ma trzy partnerki i dzieci z każdego z tych związków, ale – o zgrozo – wybranki te, w 2/3 przypadków, to nawet nie są ludzie… Mamy okazję dokładnie przyglądnąć się losom tych dziwnych rodzin, bo przedział czasowy, w jakim rozgrywa się akcja słuchowiska, to – jak już wspomniałem - około 40 lat.

Popiel: Syn Popiołów

„Popiel. Syn Popiołów”, materiały wydawcy

Zostawmy jednak na boku miłostki naszych słowiańskich przodków i spójrzmy krytycznym okiem na słuchowisko Audioteki. Zdecydowanie największe wrażenie robi sama historia - a właściwie to, jak sprytnie, inteligentnie i zgodnie ze słowiańską mitologią udało się Jabłońskiemu połączyć w jedną, zajmującą i spójną opowieść wszystkie te znane legendy. Być może „Popiela” da się słuchać bez wcześniejszej lektury/odsłuchania „Darów bogów”, ale z pewnością nie warto. W tle pojawią się zarówno poznani wcześniej bogowie, jak i potwory oraz słowiańskie zwyczaje. Legendy Jabłońskiego, jak pewnie już zdążyliście się zorientować, dalece odbiegają od ugładzonych historii znanych z podstawówki: krew leje się strumieniami, w jeziorach czają się nieumarli (Polacy nie gęsi i swoich zombie mają), władcy bez mrugnięcia okiem trują i mordują, przy okazji bratając się z ciemnymi mocami. Może nie jest to od razu polska wersja „Gry o tron”, ale i tu nieoczekiwanie i spektakularnie giną ci, których śmierci raczej się nie spodziewamy (chyba że akurat pamiętamy te wszystkie stare legendy). Autor zdaje sobie sprawę, że finał historii znany jest każdemu w miarę rozgarniętemu dziecku – dlatego siła „Popiela” tkwi właśnie w tych wszystkich smaczkach oraz w kilku zaskakująco inaczej, niezgodnie z tradycją, poprowadzonych wątkach.

Nie ma jednak beczki miodu bez łyżki dziegciu. Po pierwsze: dialogi. Ewidentnie pisane pod słuchowisko – i przez to miejscami brzmiące absurdalnie i sztucznie. Bo przecież nikt tak ze sobą normalnie nie rozmawia! Przykład pierwszy z brzegu. Trwa bitwa pod Kruszwicą, Krak i Lech oblegają twierdzę i walczą z hordą potworów. Dysząc ciężko, opowiadają sobie z przejęciem to, co dzieje się na ich oczach. Wygląda to tak:

- Most się chwieje i zaczyna zapadać. Utopcy wyrywają z dna podtrzymujące go pale. Czar nieumarłych dał im nadludzką siłę. Wycofajmy się bracie, albo tutaj zginiemy.
- Teraz? Gdy zwycięstwo tak blisko? Nie cofnę się za nic.
- Pale coraz bardziej się chwieją. Pękają mostowe deski i wysuwają się spomiędzy nich zielone łapy topielców.
- Rąbcie przegniłe szpony, ścinajcie szkaradne łby (...)

Pomijając już całą nieporadność tej rozmowy: tak, Lech naprawdę mówi tam: „Rąbcie przegniłe szpony, ścinajcie szkaradne łby”

Po drugie: znów mam problem z określeniem targetu. Krew niby bryzga i ochlapuje słuchacza co i rusz, ale jednocześnie sposób opowiadania historii niebezpiecznie przypomina snucie niepoważnej legendy, której odbiorcami mają być dzieci. Styl Jabłońskiego nie ma nic wspólnego z brutalnym realizmem i jednoczesnym wysublimowaniem takiego, przykładowo, Sapkowskiego. Porównuję bez sensu? Ależ zarówno jeden, jak i drugi, na warsztat biorą znane legendy! Brakuje też finezji językowej. Język, którym posługują się bohaterowie, mimo że zawiera wiele słowiańskich odniesień, terminów i anachronizmów, sprawia wrażenie udziwnionego "współczesnego", czasem nawet staje się infantylny i balansujący na krawędzi dobrego smaku (tutaj doskonałym przykładem jest spotkanie Wandy i jej samożonek w łaźni, jako żywo przypominające rozmowy współczesnych upalonych nastolatek). W efekcie o stylu Jabłońskiego da się powiedzieć co najwyżej, że jest prosty i poprawny. Może sam autor nie mógł się zdecydować, dla kogo pisze? Niestety, w efekcie tego niezdecydowania „Popiel” sprawia wrażenie, jakby nie był pisany ani dla dzieci, ani dla dorosłych. Czyli to trochę tak, jakby adresowany był… do nikogo.

Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że męscy bohaterowie „Popiela” to bezwolne kukły, narzędzia, całkowicie podporządkowane kobietom i przez nie sterowane. Ślepo wierzą w słowa (żeńskich) wyroczni, dla chwili rozkoszy w ramionach ledwo co poznanej białogłowy gotowi są na największe głupstwa. Kobiety natomiast – pozornie niewinne, urodziwe bogdanki – są niezwykle silne i zwykle nieszczere. Dobrze wiedzą, czego chcą i jak to – za pomocą zapatrzonych w nich samców – uzyskać. Często wedle zasady: po trupach do celu. Nawet jeśli na chwilę samcom otwierają się oczy i widowiskowo kończą nierokujące związki, zaraz wpadają w ramiona kolejnej dziewoi. Po prawdzie, są sytuacje, w których zaradne dziewczyny wspierają się nie do końca uczciwymi metodami (narkotyzują chłopa / nie są ludźmi / używają guseł), ale mimo wszystko ta kobieca dominacja w „Popielu” bardzo rzuca się w oczy. Faktycznie jesteśmy tacy podatni na wdzięki kobiet? Faktycznie tracimy rozum i pozwalamy sobą dowolnie sterować? Jakoś nie jestem przekonany…

Bohaterowie legend są raczej czarno-biali, jednowymiarowi i pozbawieni wątpliwości. Ten brak szarości powoduje, że stają się nieludzcy i mało interesujący. Kiedy już wydaje się, że Popiel wcale nie jest taki czarny, na jakiego pozuje, ten radośnie idzie sobie poobdzierać ze skóry (razem z ukochaną, dodajmy) swojego ulubionego ucznia. Bo przecież musi być na wskroś zły. Mało tego: autor nie próbuje pogłębić bohaterów, właściwie trudno powiedzieć, dlaczego oni są tacy, jacy są i dlaczego podejmują takie, a nie inne decyzje. Decyzje, dodajmy, często niezrozumiałe z dzisiejszego punktu widzenia. Chyba najbardziej nie podoba mi się to, co stało się z Jagą. Zapowiadała się na największą wiedźmę wszechczasów, a okazała się może i magicznie utalentowaną, ale jednocześnie zwykłą, prostacką, okrutną i w sumie nieciekawą żoną Popiela.

Do bezdyskusyjnych plusów słuchowiska zaliczyć należy udźwiękowienie i – w znacznej mierze – dobór aktorów. Na wielkie brawa zasługuje narrator – tym razem nie jest to Wiktor Zborowski, a Kazimierz Kaczor. Bardzo odpowiada mi również Leszek Lichota w roli zbója Madeja – mam w głowie jego wyśmienitą rolę Rebrowa w serialu Wataha. Gorzej z dziewczętami: do głosu Jagi (Anna Sztejner) jakoś nie mogę się przyzwyczaić. Wszelkiego rodzaju tła, począwszy od odgłosów natury, przez gwar bitewny, na jękach potworów skończywszy, zrealizowane są perfekcyjnie. Muzyka pochodzi głównie z publicznych stocków, nie ma to jednak większego znaczenia podczas słuchania.

Popiel: Syn Popiołów - audiobook

„Popiel. Syn Popiołów”, okładka audiobooka, grafika na podstawie materiałów wydawcy

Reżyser Grzegorz Drojewski chciałby, aby „Popiel” był epicką sagą słowiańską. Tymczasem słuchowisko jest zaledwie świetnie zrealizowaną kompilacją mniej lub bardziej znanych legend, ułożonych w spójną całość. Znów największą siłą tej produkcji jest walor poznawczy: dobrze przypomnieć sobie te wszystkie historie i skonfrontować z wersją proponowaną przez Jabłońskiego. Najbardziej zaś brakuje mi dodatków, które były nieodłączną częścią „Darów bogów”. Chętnie posłuchałbym, skąd wzięły się te legendy, dlaczego autor przedstawił ich taką, a nie inną wersję. Tak, to mogłoby być całkiem niezłe dopieszczenie dorosłego słuchacza...

Czy warto? Odpowiedź nie jest wcale prosta.„Popiela. Syna Popiołów” słucha się przecież całkiem przyjemnie. Historie są ciekawe. Obawiam się jednak, że to nie wystarczy, aby wymagający odbiorcy poczuli się w pełni usatysfakcjonowani. Będzie im w tym przeszkadzał zarówno prosty język, jak i czarno-biali, bajkowi bohaterowie. Będą marszczyć się przy drętwych dialogach. A na koniec zabraknie im jakiegoś słowa wyjaśnienia, które pozwoliłoby określić, z czym właściwie mieli do czynienia. "Prawdziwe" wersje legend? Efekt jakiegoś historycznego riserczu autora? Czy może li tylko fantazja i luźna wariacja na temat ogranych tematów? ■

PS. Tak, będzie wersja książkowa „Popiela”, najprawdopodobniej już w listopadzie. Autor zdradził plany w komentarzach do recenzji „Darów bogów”. Napisał tam również, że książka będzie różnić się od audiobooka – dialogi mają być bardziej przemyślane, a i sama treść bardziej rozbudowana.

PSS. Tak, będzie kontynuacja – już w pierwszym kwartale 2020 ma pojawić się kolejna część słuchowiska, tym razem skupiająca się na Wandzie i Ziemowicie. Pewnie posłucham.

PSSS. Brakuje wam Wiktora Zborowskiego w roli narratora? Nie ma problemu. W swojej ulubionej e-księgarni poszukajcie „Legend Polskich” Wandy Chotomskiej. Wersja audio, wydana w 2019 przez wydawnictwo Aleksandria, czytana jest właśnie przez Zborowskiego. Wśród dobrze znanych opowieści znajdują się tam również legendy o Popielu oraz o Piaście i postrzyżynach jego syna Ziemowita. Warto – nawet z czystej ciekawości – porównać wersję Chotomskiej z wersją Jabłońskiego.

PSSSS. Całkowitym przypadkiem, na funpage'u Gistoria.pl, natknąłem się na jeszcze jedną wersję legendy o Smoku Wawelskim. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że szewc Skuba węgiel do wypchania „świeżo zarżniętego cieluszka” dla teutońskiej straży, rezydującej w Smoczej Jamie i Smokiem Wawelskim zwanej (ze względu na „zdzierstwo i łupiestwo”), zdobywa w moim rodzinnym Jaworznie! Sami zobaczcie: „Że zaś niemiał przy sobie na tylo siarki ani węgla ani pruchna, chciał się udać do Jaworzna po węgle i pruchno, ztamtąd zaś chciał obiegnąć do koła pod Mogilany kędy wie o siarce. Nadziawszy tem skórę cielęcia miał przybyć pod Wawel czyli Gwoździec. Zgodzono się na to, natychmiast dostarczono sani, koni i straży zbrojnej, wyprawiono Skubę ku Jaworznu. Nazbierał tam próchna doskonałego i pełny wór węgla kamiennego, poczem lodami Pszemszy i Wisły pędzili ku Mogilanom”. [„Po jantar (burstyn) : wyprawa rzymska do ujścia Wisły z rozkazu cezara Nerona”, Szczęsny-Morawski, Kraków, 1894]

Poprzednia recenzja„My, Słowianie”
7 komentarzy
Witelon
Wysłano 19 sierpnia 2019 o 18:45

Nawet nie zauważyłeś, że na pytanie: dla kogo przeznaczona jest owa wersja, odpowiedziałeś sam sobie: " spotkanie Wandy i jej samożonek w łaźni, jako żywo przypominające rozmowy współczesnych upalonych nastolatek". Napisana jest z myślą o nastolatkach /obu płci/ lubiących przewrotne podejście do znanych historii, czarny humor i swoisty cynizm w podejściu do życia. Tacy odbiorcy nie są już w 100% dziećmi, ale nie są jeszcze w 100% dorośli (czasem nawet bardzo długo, nawet po 30)... i są wymarzonym "targetem" właśnie do takich opowieści. Tak więc narzekając, że nie jest to ani dla dzieci, ani dla dorosłych, zapomniałeś o najważniejszym i najliczniejszym odbiorcy: młodzieży.
Pozdrawiam. WJ

bert
Wysłano 20 sierpnia 2019 o 00:06

Lubię sobie ponarzekać, szczególnie wtedy, kiedy mam na co :). Co więcej - problem dopiero teraz ukazał się w całej okazałości. Bo kiedy mogłem mniej lub bardziej subtelnie zrzucać winę za styl słuchowiska na Twoje niezdecydowanie, mogłem przymknąć oko na wynikające z tego niezdecydowania problemy. Tymczasem okazuje się, że:

(1)Targetem jest młodzież - w związku z tym uznałeś, że połączenie dziwnie brzmiących dialogów, infantylnego miejscami stylu, bajkowej narracji i płaskich bohaterów to właśnie to, czego ta młodzież pragnie. Być może nie znam się na młodzieży i ich oczekiwaniach, nie czaję bazy i nie jest mi byczo - ja jednak na ich miejscu nie chciałbym być traktowany jak rzeczone upalone nastolatki, którym można wszystko i byle jak wcisnąć. To dosyć ryzykowne założenie, jak sądzę. Wiem, że potrafisz świetnie pisać (Witelon!), więc tym bardziej jestem zaskoczony takim obrotem sprawy.

(2)Nigdzie nie widzę informacji - zarówno na stronie Audioteki, jak i w udzielanych przez Ciebie wywiadach - że "Popiel" przeznaczony jest dla młodszego czytelnika. Przeciwnie - wyraźnie podkreślasz, że "W obu tych utworach prezentuję właśnie bardziej mroczną, niesamowitą stronę Słowiańszczyzny, rewidując przy tym narodowe legendy, które w ubiegłych stuleciach zostały sprowadzone do poziomu mdłych dziecinnych bajeczek, choć kiedy się w nie wczytać, są to opowieści pełne grozy i krwi, nie ustępujące pod tym względem sagom skandynawskim lub "Grze o tron". Brzmi to dla Ciebie jak "przewrotna, przesycona czarnym humorem i swoistym cynizmem historia" dla nastolatków?

(3)Mało tego, w cytowanym wyżej wywiadzie mówisz o planowanej kontynuacji: "Razem z "Darami" i "Popielem" będzie to swoista słowiańska trylogia, prezentująca nowe wersje mitów i legend zakorzenionych w naszej zbiorowej narodowej świadomości.". Pewnie się nie znam, ale brzmi to jak wyraźna sugestia, że "Popiel" to równoprawna część trylogii, którą traktujesz z pełną powagą.

(4)Czuję się lekko skołowany: jeśli bajkowa stylizacja, którą traktowałem jako Twój pomysł na "Dary bogów" nie jest wcale umyślną stylizacją, tylko mizdrzeniem się do niewyrobionego, młodszego czytelnika, młodzieży, która nie zrozumie niczego bardziej skomplikowanego, to zdaje się, że całkowicie pomyliłem się w ocenie zarówno tego, co napisałeś, jak i Twoich intencji. Nagle z czegoś, co traktowałem (pewnie nie tylko ja, sądząc po opiniach w Audiotece) jako ciekawy eksperyment i próbę ożywienia zapomnianego świata w specyficznej konwencji, zostało - no sam wiesz - nadal ciekawe, ale jednak literacko ubogie mizdrzenie się do "upalonej młodzieży", która nie skuma bazy... No dobra, może trochę się droczę. Sam przecież mówisz, że: "Ideą przewodnią książki było przekazać obecną wiedzę na dany temat w sposób przystępny nawet dla nieprzygotowanego merytorycznie czytelnika."

(5)Z czego wynika punkt kolejny. Zarówno Ty, jak i wydawca, z pełną świadomością robicie czytelników/słuchaczy w bambuko. NIGDZIE nie znalazłem informacji, dla kogo przeznaczone są Twoje książki/audiobooki. Zarówno zajawki, jak i making of sugerują "epickie sagi słowiańskie" i "przywracanie pogańskiej mitologii pod strzechy" (to akurat nie jest cytat, sam to wymyśliłem :) ). Generalnie: brak nastolatków.

Odnoszę wrażenie - zgodzisz się, że nie bezpodstawne, bo wynikające chociażby z lektury opinii na temat słuchowiska w Audiotece - że tym brakiem wyraźnego określenia grupy docelowej zrobiliście sobie krzywdę. Oczekiwania po lekturze "Darów bogów" były pewnie całkiem inne...

Witelon
Wysłano 20 sierpnia 2019 o 12:58

Skoro tak bardzo uwiera Cię scena z Wandą i jej przyjaciółkami, oznacza to, że nie odpowiada Ci konwencja, jaką obrałem, a co za tym idzie, nie doceniasz nowatorskiego podejścia zarówno do postaci, jak i tradycyjnych wątków. Adresowałem tę opowieść świadomie do młodego pokolenia, wychowanego na grach, komiksach i japońskich anime - widocznie jesteś już na takie rzeczy za stary. :P
Określanie jednak tej opowieści jako wyłącznie "dla młodzieży" niepotrzebnie zawęziłoby krąg odbiorców i mogłoby zniechęcić wielu ludzi starszego pokolenia, którym przecież równie dobrze może przypaść do gustu, bo młodość to stan ducha, a nie metryka.
Obszernie omawiam przyjętą przeze mnie strategię w wywiadzie, do którego odsyłam w załączonym linku. Nic więcej nie dodaję, bo powiedziałem w nim wszystko, co istotne.
PS. Widzę, że i mnie dopadła "klątwa Sapkowskiego"... Co do "finezji" językowej i myślowej tego autora polemizowałbym, ale nie tu miejsce na takie dyskusje. Nigdy nie chciałem pisać jak AS (z całym szacunkiem dla Jego dokonań). Piszę po swojemu, a jeśli komuś nie pasuje mój styl, trudno.
https://www.kawerna.pl/aktualnosci/arcywazne/natchnienie-nie-poddaje-sie-zadnej-presji-wywiad-z-witoldem-jablonskim/

bert
Wysłano 20 sierpnia 2019 o 13:27

Świetny wywiad, dzięki za link :)

1. Nie dyskutujemy przecież o Twoim nowatorskim podejściu (do którego przecież masz prawo), a o "jakości" literatury, którą otrzymują Twoi czytelnicy. Zostawmy jednak ten temat na boku, może jakiś nastolatek napisze mi kiedyś, że dokładnie tego oczekuje. I pewnie masz rację: być może jestem na taką FORMĘ za stary - bo absolutnie nie na TAKIE RZECZY! Gram w gry, namiętnie czytam komiksy, za anime co prawda raczej nie przepadam.. :)

2. A zauważyłeś, co powiedziałeś w tym wywiadzie o "Popielu"? Zobacz: "Nie są to więc infantylne bajania, lecz mroczne historie, pełne grozy i krwi. Uznałem, że nasza literatura dojrzała już, by ukazać poważnie rodzime legendy, znane każdemu od kołyski, tym razem w wersji dla dorosłych, w stylu dark fantasy. ". Ech, to niezdecydowanie mnie co i rusz zaskakuje :D

Dzięki za ciekawą dyskusję i za poświęcony na nią czas :)

Witelon
Wysłano 20 sierpnia 2019 o 15:15

Również dziękuję za wszystkie uwagi.
W wydaniu książkowym "Popiela" dołączony będzie esej, w którym wyjawiam, skąd czerpałem inspirację do takich a nie innych rozwiązań fabularnych i koncepcji postaci.
Pozdrawiam
WJ

KOMENTATOR NIEPOPRAWNY POLITYC
Wysłano 30 sierpnia 2019 o 08:45

Moim zdaniem najgorsza z powieści Pana Jabłońskiego, książka pisana jak dla dzieci z 3 klasy podstawówki. Najgorzej wydane pieniądze w moim życiu, gorąco nie polecam. Wystarczy spojrzeć na opinię tego "dzieła" na portalu audioteka.pl

bert
Wysłano 30 sierpnia 2019 o 11:11

Jak widzisz, Komentatorze Niepoprawny Politycznie, właśnie o tym rozmawialiśmy w komentarzach. Mnie również uwiera bylejakość warstwy literackiej "Popiela". Wolałbym, aby targetem powieści autora był czytelnik dorosły: wydaje mi się, że byłaby wtedy szansa na naprawę przełomową lekturę. Tymczasem... tymczasem mamy to, co mamy.

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zaznaczyłem gwiazdką (*).

Klikając [WYŚLIJ] zgadzasz się na opublikowanie wysłanego komentarza. Komentarze są moderowane. Nie zgadzasz się z tym, co czytasz - ok, ale nie bądź niegrzeczny i nikogo nie obrażaj. Jak to mówił klasyk: chamstwa nie zniese.

Poprzednia recenzja„My, Słowianie”