Jestem dziki

Moja córka ma zabawkę, której podstawowym zadaniem jest, jak sądzę, doprowadzanie rodziców na skraj załamania nerwowego. Niezniszczalne, plastikowe, ponoć edukacyjne ustrojstwo popiskuje muzyką, recytuje wierszyki i śpiewa piosenki. W kółko te same. Jedna z rzeczonych piosenek opowiada historię mrówek, które maszerują równo, idą i tupią oraz grają na bębenku dziarski mrówek marsz. Zaiste, przyjacielskie stworzonka.

Albo taki motylek. W drewnianych książeczkach mojego dziecka – kolorowa, uśmiechnięta gadzina, wcześniej koniecznie pod postacią uroczej gąsienicy o jakimś sympatycznym imieniu. Gabrysia na ten przykład. I dalej: żabki, rybki, ptaszki, nawet kwiatuszki… Wszystkie uśmiechnięte i nieszkodliwe.

Tymczasem są takie miejsca na ziemi, gdzie na widok niewielkiej zielonej żabki ludzie wieją, gdzie pieprz rośnie. Miejsca, w których kilka ugryzień wielkich, dwucentymetrowych mrówek, kończy się odesłaniem pechowca w zaświaty. Fruwają tam piękne motyle, które zabijają w okamgnieniu niewidoczną mgiełką wyjątkowo groźnej trucizny. W przyjaźnie wyglądającej rzece czają się małe rybki, które niepostrzeżenie wślizgują się w ciało… przez jeden z naturalnych otworów… i wyżerają ofiarę od środka. O toksycznych kwiatach nie ma nawet co wspominać…

Witajcie w amazońskiej dżungli.

Tutaj potencjalnym zabójcą jest cały ekosystem. Zabijają nie tylko rośliny i zwierzęta, ale również temperatura i wilgotność. Jeśli jakimś cudem uda się przetrwać w takich warunkach, zawsze można natknąć się na niegościnnych tubylców, nadużywających zatrutych kurarą strzałek. To właśnie wśród takich pięknych okoliczności przyrody poznajemy bohatera powieści, a zarazem jej autora, podróżnika Wojtka Cejrowskiego.

Mogłoby się wydawać, że w takich warunkach słowo podróżnik to synonim innego słowa: samobójca. Jak się jednak wkrótce przekonacie, w tropikalnej puszczy można przetrwać. Właściwie potrzeba tylko dwóch czynników: szalonej determinacji i pomocy Indian. Dzikich. To o nich przede wszystkim opowiada ta wyjątkowa książka.

Po raz pierwszy po książki Cejrowskiego sięgnąłem zauroczony jednym z odcinków programu Boso przez świat, na który natknąłem się w telewizji całkowicie przypadkowo kilka lat temu. Co tu dużo mówić: wessało mnie od pierwszej strony i wypuściło gdzieś w okolicach ostatniej. Ostatniej, wyjaśniam, strony kolejnej jego powieści - Rio Anaconda. Obie książki przeczytałem z zapartym tchem, zaśmiewając się miejscami do rozpuku. Dlaczego więc piszę o tym dopiero teraz? Otóż kolejnym zrządzeniem losu natknąłem się w Sieci na audiobooka, którego ktoś najwyraźniej zrippował ze starych kaset magnetofonowych dla niewidzących, odszumił i ku chwale ojczyzny, najpewniej w czynie społecznym, upublicznił. Nielegalnie, jak sądzę. Nie przeszkodziło mi to wcale delektować się powieścią Cejrowskiego raz jeszcze. Więcej: był to zarazem mój pierwszy w życiu audiobook.

Wojciech Cejrowski na 16. Targach Książki w Krakowie, 27.10.2012

Wojciech Cejrowski i jego bosa stopa na 16. Targach Książki w Krakowie, 27.10.2012r. (c) Robert Bert Siata

Do tej pory nie wyobrażałem sobie czytania książek w taki sposób – nawet mimo tego, że na półce stoi sobie Narrenturm Sapkowskiego w ponoć doskonałej wersji aktorskiej, z muzyką i efektami dźwiękowymi nie z tej ziemi. Kupione, aby wspierać polską fantastykę i produkcje tego typu, ciągle dziewicze i nieodsłuchane odsłuchane i pokochane. Tak czy siak: niespecjalnej jakości audioobook pobrany z odmętów Sieci ostatecznie przekonał mnie do takiej formy pożerania książek. Podejrzewam, że niemały w tym udział Rocha Siemianowskiego, który czyta Gringo... – robi to moim zdaniem zupełnie przyzwoicie, ze swadą, z humorem, świetnie oddając ducha książki.

Wszystkich przeciwników piractwa od razu uprzedzam: nie zamierzam wysłuchiwać w komentarzach, jaka to ze mnie żałosna patologia społeczna. Chętnie kupiłbym Gringo... w wersji CD/MP3 audio, jeszcze chętniej - z efektami dźwiękowymi, muzyką, aktorami - ale… niestety jest to niewykonalne. Sami sprawdźcie. I zobaczcie też, co o tym sądzi sam autor oraz, jak zwykle, urocza rzesza komentujących jego post.

Wróćmy jednak do tematu. Wspomniany audiobook przypomniał mi o obietnicy, którą złożyłem sam sobie podczas pierwszego czytania Gringo.... Recenzja. Miałem napisać recenzję. Jako że dotrzymuję słowa…

Ale tutaj sprawy nieoczekiwanie się komplikują. W międzyczasie książka stała się bestsellerem i od kilku lat nie schodzi z książkowych list przebojów. Opinii na jej temat można znaleźć tysiące – i bodaj żadnej niepochlebnej. Nie ma szans, żebym napisał o Gringo... coś nowego, coś odkrywczego, coś, czego jeszcze nie czytaliście… Nie ma?

O czym to jest, już z grubsza wiecie. Facet łazi po dżungli, zwykle w towarzystwie minimum jednego czerwonoskórego przewodnika, i - jak to się mówi - ma przygody. A to umknie przed stadkiem śmiercionośnych mrówek, a to nie pozwoli motylkowi trzepnąć sobie w twarz toksyną, a to spotka plemię, którego żaden biały nigdy wcześniej na oczy nie widział. Dlaczego więc ta konkretna książka ma być lepsza od całej masy innych książek podróżniczych, jakie pewnie przyszło wam w życiu przeczytać?

Jest kilka takich powodów:

Wojciech Cejrowski, Gringo wśród dzikich plemion

© W. Cejrowski, www.bibliotekapoznajswiat.pl

  • Wojtek Cejrowski. Podóżnik, publicysta, pisarz, autor programów radiowych i telewizyjnych. Kontrowersyjny. Charyzmatyczny. Nosi fajne, kolorowe koszule, których mu zazdroszczę.
  • Realizm magiczny, emenent nadprzyrodzony. W Gringo... cecha dostrzegalna może w mniejszym stopniu, niż w Rio Anakonda, ale stanowiąca nieodłączny element powieści Cejrowskiego. Facet bez cienia wahania i jakichkolwiek wątpliwości opisuje magię albo czytanie w umyśle jako realną, namacalną część świata Indian. Do tego w niebywale interesujący sposób pokazuje, jak w zgodzie z religią (Cejrowski mocno akcentuje swoją fanatyczną wręcz „katolickość”) pogodzić się z istnieniem takich zjawisk.
  • Pratchettopodobność. Nietrudno odnaleźć w powieści fragmenty, czasem nawet podkreślane przez samego autora, w których jasnym jest, że Cejrowski Pratchetta czyta i lubi. Książce wychodzi to tylko na dobre: jest przesycona specyficznym humorem. Konstrukcja niektórych scen jako żywo przypomina literackie tricki, które stosuje Pratchett w swoim Świecie Dysku. Nie brakuje również rozbudowanych, humorystycznych przypisów, które są nieodłączną częścią powieści Terry’ego Pratchetta.
  • Dbałość o warstwę literacką. Obie książki napisane są piękną polszczyzną. Czuć, że autor to oczytany humanista.
  • Opowieści w opowieściach. Cejrowski ma do opowiedzenia tyle ciekawych rzeczy, że co i rusz główny wątek fabularny powieści przetykany jest innymi opowieściami, a te z kolei – dodatkowymi wyjaśnieniami czy kolejną anegdotą. W efekcie Gringo... staje się właściwie zbiorem krótszych i dłuższych historii z różnych miejsc środkowej i południowej Ameryki. Co ciekawe, nie sprawia to wrażenia totalnego chaosu.
  • Fotografie. Wojtek Cejrowski wszędzie włóczy się z lustrzanką przerzuconą przez ramię. Efekty można podziwiać w książce.
  • Przesłanie. Gringo... to książka mądra, opowiadająca o świecie, w którym pieniądze nie mają żadnej wartości. To książka pełna spostrzeżeń na temat kondycji moralnej współczesnego człowieka. To książka, której bogactwo objawia się właśnie w zestawieniu dwóch odmiennych kultur – i wniosku, który z tego płynie: Prawdziwi dzicy to my, nie oni.

Co tu dużo mówić: Gringo wśród dzikich plemion i Rio Anaconda to mocno wciągające, miejscami bardzo zabawne powieści przyrodniczo-przygodowe. Pięknie wydane tomiszcza pochłania się z zapartym tchem, na końcu z niedowierzaniem pytając: „To już? Już koniec?”.

Polecam gorąco. Cejrowski wgniata w ziemię. I miażdży. ■

PS. Tak, piszę to wszystko w pełni świadomy tego, co Cejrowski wygaduje w radio i w internetach. Piszę to w pełni świadomy tego, że jego poglądy są mi, delikatnie mówiąc, zupełnie obce. Tak - to, kim jest Cejrowski, może przeszkadzać w lekturze. Nie zmienia to jednak faktu, że jego książki to po prostu kawał dobrej, rozrywkowej literatury.

2 komentarze
dawid
Wysłano 02 marca 2011 o 20:58

Co do książek Cejrowskiego to niestety muszę się z Tobą zgodzić - można nie lubić autora ze względu na poglądy, ale książki czyta się rewelacyjnie. Czekam na kolejne...
Fragment o przekraczaniu granicy na książeczkę zdrowia doprowadził mnie do łez;)

Pozdrawiam

bert
Wysłano 18 marca 2011 o 21:49

Ostatnio w księgarniach pojawiło się drugie wydanie "Podróżnika WC", w którym "hardcorowe" poglądy autora niestety czasami wyłażą niespodzianie na wierzch i troszkę psują lekturę. Nie dyskredytuje to jednak książki, która zła wcale nie jest - chociaż z pewnością nie jest to dzieło na miarę "Gringo" czy "Rio Anakonda".

Pozdrawiam :)

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zaznaczyłem gwiazdką (*).

Klikając [WYŚLIJ] zgadzasz się na opublikowanie wysłanego komentarza. Komentarze są moderowane. Nie zgadzasz się z tym, co czytasz - ok, ale nie bądź niegrzeczny i nikogo nie obrażaj. Jak to mówił klasyk: chamstwa nie zniese.

POPRZEDNIA/NASTĘPNA