Nekrosfera

Krążownik kosmiczny "Niezwyciężony" ląduje na planecie Regis III w konstelacji Liry. Misja, którą ma do wykonania, jest nie tylko niełatwa, ale i niebezpieczna: należy odszukać bliźniaczy statek "Kondor", który przed kilku laty wylądował na tej pustynnej, niezbadanej wcześniej planecie. Statek, z którym łączność urwała się tuż po lądowaniu i który najwyraźniej zniknął bez śladu razem z ludźmi, którzy przybyli na jego pokładzie.

Recenzja: Niezwyciężony, Rafał Mikołajczyk, Stanisław Lem

Być może byłby to doskonały początek historii à la "Obcy" (bardzo lubię tę serię filmów), w której, upraszczając, bohaterowie uganiają się za oślizgłymi potworami i vice versa, gdyby nie jeden szczegół. Autorem Niezwyciężonego, literackiego pierwowzoru komiksu, jest Stanisław Lem. Czytaj: sięgając po powieść Lema decydujemy się na literaturę hard-sf z lat 60. XX wieku, wypełnioną nie tylko kosmicznymi dekoracjami i zapierającymi dech w piersi wizjami obcych światów, ale również opowiadającą o dramatach ludzi w obliczu Nieznanego i, przede wszystkim, opierającą się na naprawdę intrygującym koncepcie. Wiecie, takim z gatunku: naukowy. Nie ma zmiłuj się. Tutaj fizyka jest fizyką, biologia - biologią, ewolucja – ewolucją, zaś prym wiodą naukowcy i ich intrygujące hipotezy.

Zastanawiacie się, jak wygląda taka literatura sf z połowy ubiegłego wieku? No cóż, pełna jest sformułowań typu mózg elektronowy, cybernetyczny, taśmy programowe, tabletki podniecające..., bohaterowie mają dziwnie brzmiące nazwiska, zaś czyta się ją tak:

„Niezwyciężony”, krążownik drugiej klasy, największa jednostka, jaką dysponowała baza w konstelacji Liry, szedł fotonowym ciągiem przez skrajny kwadrant gwiazdozbioru. Osiemdziesięciu trzech ludzi załogi spało w tunelowym hibernatorze centralnego pokładu. (...) Przez jakiś czas w całym statku panowała martwa cisza. (...) Potem światełka zaczęły mrugać do siebie z pulpitów oblanych różem dalekiego słońca, które stało w środkowym ekranie.Taśmy ferromagnetyczne ruszyły, programy wpełzały powoli do wnętrza coraz to nowych aparatur, przełączniki krzesały iskry i prąd wpływał w przewody z buczeniem, którego nikt nie słyszał. Motory elektryczne, przezwyciężając opór od dawna zastygłych smarów, ruszały i z basów wchodziły na wysoki jęk. Matowe sztaby kadmu wysuwały się z pomocniczych reaktorów, pompy magnetyczne tłoczyły płynny sód w wężownice chłodzenia, blachami rufowych pokładów poszło drżenie, a zarazem słaby chrobot we wnętrzu ścian, jak gdyby grasowały tam całe stada zwierzątek i stukały pazurkami o metal, zdradził, że ruchome sprawdziany samonaprawcze ruszyły już w wielokilometrową wędrówkę, aby kontrolować każde spojenie dźwigarów, szczelność kadłuba, całość metalowych złącz. Cały statek wypełniał się szmerami, ruchem, budząc się, i tylko jego załoga jeszcze spała.

Stanisław Lem, Niezwyciężony

Swoją drogą uważam, że jest to jeden z najpiękniejszych początków powieści sf, jaki przyszło mi czytać.

Animowany trailer "Niezwycięzonego" // Animacja: Rafał Mikołajczyk, Muzyka: Płetwonurki szczurki

Sięgając po Niezwyciężonego, Rafał Mikołajczyk musiał mieć świadomość, że opowieść Lema jest wybitnie filmowa: to doskonały materiał na scenariusz. Fabuła jest świetnie skonstruowana i intrygująco prowadzona, jej bohaterowie (szczególnie Horpach – astrogator, dowódca misji i Rohan – jego zastępca i nawigator) świetnie sportretowani, nie brakuje widowiskowych scen, napięcia (również między bohaterami) i emocji. Do tego duszna atmosfera tajemnicy, w której wraz z odkrywaniem kolejnych faktów robi się coraz bardziej niepokojąco, dramatycznie, niezrozumiale i… obco.

Kadry z komiksu Niezwyciężony, grafika: Rafał Mikołajczyk

Kadry z komiksu "Niezwyciężony", grafika: Rafał Mikołajczyk

O powieści Lema piszę oczywiście nie bez powodu. Komiks Rafała Mikołajczyka jest bowiem wierną adaptacją tej niesamowitej książki. Podobieństwa zaczynają się już od warstwy językowej: te same zdania i lekko już archaiczny język, dialogi „żywcem” wyjęte z powieści - autorowi udało się zachować lemowski klimat fantastyki lat sześćdziesiątych. Tu ważna uwaga: mimo że od pierwszego wydania powieści minęło 55 lat, zarówno dekoracje, jak i techniczne pomysły Lema nie wydają się śmieszne! Sama historia - zupełnie przyzwoicie wykonana "maszynka" narracyjna, osnuta na niefikcyjnym problemie 1 - też jest identycznie opowiadana, zachowany został nawet podział na rozdziały o tych samych tytułach. Dostrzegłem jedynie dwie różnice. Pierwsza z nich, najbardziej rzucająca się w oczy, ale jednocześnie usprawiedliwiona i zgrabnie przez autora uzasadniona 2 dotyczy pełnych skafandrów, w których poruszają się komiksowe postaci poza statkiem. U Lema ludzie oddychają przez maski zakładane na twarz (konkretnie: maska z ustnikiem plus butla z tlenem): warunki panujące na Regis III są przecież zbliżone do ziemskich. Druga zmiana natomiast jest subtelniejsza: u Lema Rohan wyrusza na poszukiwania wyposażony w specjalny ukryty aparacik nagłowny, którego zadaniem jest zakłócać fale mózgowe. U Mikołajczyka nawigator musi radzić sobie sam. 4

Każdy człowiek musiał wiedzieć, że inni nie zostawią go – w żadnych okolicznościach. Że można przegrać wszystko, ale trzeba mieć załogę na pokładzie – żywych i umarłych.

Stanisław Lem, Niezwyciężony

Ustalmy to od razu: komiks to wizualne arcydzieło. To o tyle zaskakujące, że wyszło spod ręki człowieka zupełnie nieznanego w branży 3. Powiem więcej: to właśnie pierwsze, publikowane na zachętę plansze tak mnie zachwyciły (historię znałem przecież dobrze), że nie wahałem się ani chwili i komiks zamówiłem w przedsprzedaży. Było to o tyle ryzykowne, że grube tomiszcze zostało wydane przez debiutujące na rynku wydawnictwo Booka. Wydawnictwo, dodajmy, którego autor jest współwłaścicielem (razem z ilustratorką Klaudyną Sułek). Tak, znaczy to dokładnie to, o czym myślicie: facet trzy lata plansze rysował, a potem sam sobie książkę wydał. Kiedy w końcu paczka do mnie dotarła (wydawnictwo miało problemy z drukiem) i wziąłem opasłe (236 stron), solidne, ciężkie i pachnące farbą drukarską tomiszcze do ręki… Powiem tak: naprawdę nie mogłem marzyć o lepszej wizualizacji pomysłów Lema. Więcej nawet: myślę, że i sam Lem byłby zachwycony.

Oszczędne kolory i kontrastowe czernie oczarowują. Dominują kolory planety: czerwień, pomarańcz, fiolet; na statku natomiast jest niebiesko. W kadrach: ostre światło i głębokie, długie cienie. Matowy papier z jakimiś błyszczącymi drobinkami. Surowa, pełna technicznych detali kreska, doskonale pasująca do tego surowego, pustynnego świata. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że grafika przypomina mi to, co ze swoim Hellboy'em wyczynia Mike Mignola 5. Kontrastowe kadry, ostro zarysowane, czarne sylwetki, często na tle mocnego światła. Jako że styl Mignoli to zdecydowanie moje klimaty, nie dziwię się, że Niezwyciężony Rafała Mikołaczyka tak bardzo przypadł mi do gustu.

Wybrane plansze komiksu, rysunki: Rafał Mikołajczyk

Nie za dużo napisałem o samej fabule powieści/komiksu - celowo, bo nie chciałbym psuć przyjemności płynącej z odkrywania tajemnic Regis III. Warto natomiast zaznaczyć, że pod efektowną warstwą wierzchnią Lem skrywa zasadnicze pytania o kondycję moralną człowieka i o jego stosunek do świata. Czy komiks oddaje tę głębię równie dobrze, jak powieść? Mikołajczyk poświęcił całkiem sporo kadrów na rozmowy, rozważania i przemyślenia członków załogi Niezwyciężonego - siłą rzeczy nie był jednak w stanie poświęcić im tyle miejsca, ile poświęca im Lem. Tak czy siak, komiks nie sprowadza się li tylko do pędzącej naprzód akcji. Brawo!

Nie ze zgrozą, ale z pełnym oszołomienia podziwem uczestniczył przed chwilą w tym, co się stało. Wiedział, że żaden z uczonych nie będzie zdolny podzielić jego uczuć, lecz chciał wrócić (...) jako człowiek, który będzie się domagał pozostawienia planety nietkniętą. Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas – pomyślał (...).

Stanisław Lem, Niezwyciężony

Co tu dużo mówić: ten komiks to zdecydowany must have dla wielbicieli zarówno hard sf, jak i dzieł Lema. Na półce ustawię go obok "Wiecznej Wojny" Marvano/Haldemana. Mówiąc wprost: jestem zachwycony. I polecam gorąco. ■

Niezwyciężony w Audiotece

Niezwyciężony w Audiotece

Istnieje jeszcze jedna, fantastyczna adaptacja Niezwyciężonego. To audiobook - superprodukcja Audioteki w niesamowitej oprawie, zrealizowana w technice binauralnej. Futurystyczne słuchowisko, pełne dziwnych, elektronicznych dźwięków, wiejącego pustynnego wiatru i pikania urządzeń w pustych przestrzeniach statku kosmicznego. W rolach głównych wystąpiła plejada wyśmienitych aktorów - wspomnę tylko o Danielu Olbrychskim, Marcinie Kowalczyku, Arkadiuszu Jakubiku, Mirosławie Zbrojewiczu czy Eryku Lubosie.

Najbardziej kontrowersyjną decyzją reżysera i producentów wydawało się jednak obsadzenie w roli narratora Krystyny Czubówny, kojarzonej przede wszystkim z filmami przyrodniczymi. Jej charakterystyczny głos idealnie nadaje się do opowiadania o życiu zwierzątek na sawannie - czy sprawdził się w skrajnie technologicznym świecie przyszłości? To chyba największa niespodzianka tego audiobooka: Czubówna czyta świetnie! Jej klimatyczny głos idealnie pasuje do przestrzeni dźwiękowych, które wygenerowali fachowcy od dźwięku ze Stereotyp Studio.

Wyjątkową atmosferę podkreśla dodatkowo dziwna, nowoczesna, elektroniczna muzyka zespołu Ścianka, która towarzyszy nam praktycznie bezustannie podczas wizyty na planecie Regis III. Atmosfery zaś nagrywane były między innymi w Kopalni i Elektrowni Bełchatów, MPWiK w Warszawie i w warszawskim metrze.

Podobał wam się Niezwyciężony w wersji audio? Co powiecie na jeszcze jednego, wyjątkowego audiobooka na podstawie najprawdopodobniej najbardziej znanej powieści Lema? Mowa oczywiście o Solaris. Zapraszam do lektury krótkiej notatki, którą znajdziecie tu.

/ przypisy /
  1. Cytat pochodzi z komentarza Lema do "Niezwyciężonego" .  ↩

  2. (...) w powieści postacie przebywające poza statkiem miały maski tlenowe, które zasłaniały sporą część twarzy, co w komiksie byłoby problematyczne ze względu na pokazanie mimiki, emocji postaci. Musiałem to zmienić i w tym przypadku zastąpiłem owe maski przezroczystymi hełmami. - mówi autor w wywiadzie dla IGN Polska.  ↩

  3. Rafał Mikołajczyk to pochodzący ze Śląska grafik i ilustrator. Pracował w jednej z agencji reklamowych w Warszawie. Więcej znajdziecie we wspomnianym już wywiadzie dla IGN Polska.  ↩

  4. To oczywiście bardzo uproszczony opis, bo nie chcę zdradzać zbyt wiele. Że już nie wspomnę o tym, że przydatność aparaciku - nawet u Lema - jest mocno dyskusyjna...  ↩

  5. Nie zrozumcie mnie źle: to nie o to chodzi, że Rafał Mikołajczyk kopiuje styl Mignoli, raczej dokładnie o to, co napisałem: jego styl miejscami PRZYPOMINA mi rysunki tego wybitnego amerykańskiego grafika i autora.  ↩

Poprzednia recenzja„Ten Obcy”
Następna recenzja„Zniknięcie”
0 komentarzy
Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zaznaczyłem gwiazdką (*).

Klikając [WYŚLIJ] zgadzasz się na opublikowanie wysłanego komentarza. Komentarze są moderowane. Nie zgadzasz się z tym, co czytasz - ok, ale nie bądź niegrzeczny i nikogo nie obrażaj. Jak to mówił klasyk: chamstwa nie zniese.

Poprzednia recenzja„Ten Obcy”
Następna recenzja„Zniknięcie”