My, Słowianie

Sława, przyjaciele! Siądźmy u ognia, duszy Ludu Słowa. Prawmy gawędy z odległych czasów o świetle i mroku, Wyraju i Nawii, o naszych bogach, półbogach, olbrzymach, potworach... I o wyjątkowych ludziach. Posłuchajcie.

Chrzest Mieszka I, 966 rok naszej ery. Wydarzenie, które statystyczny Polak kojarzy z początkiem historii własnego ludu. Umowna data powstania Państwa Polskiego stała się w świadomości każdego Prawdziwego Polaka punktem startowym, zerem na osi czasu, z którego rozwija się nasza historia. Tymczasem przed 966, wbrew pozorom, nasze ziemie nie były bezludne, nie były też zamieszkane przez prymitywnych, półnagich dzikusów, leśnych, głupawych dziadków czy wreszcie bałwochwalczych czcicieli drewnianych posągów. Mieszko I nie wyskoczył jak diabeł z pudełka – był przecież potomkiem Polan, plemienia słowiańskiego zamieszkującego w VIII – X w. dorzecze Warty, z którego miała się wywodzić dynastia Piastów. Pomińmy dla uproszczenia fakt, że ponoć dzisiejsze badania poddają w wątpliwość nazwę „Polanie” 1, skupmy się natomiast na tym, co nie budzi żadnych wątpliwości. Otóż przed chrztem Mieszka byliśmy Słowianami. Mieliśmy własną kulturę, własne obrzędy i własne wierzenia. I własnych bogów.

„Próbuję przedstawić pozytywne aspekty wizji świata przedchrześcijańskiego i ukazać naszych przodków jako ludzi myślących, mających swój życiowy światopogląd.” 2   – mówi autor. I zaprasza nas na niesamowitą wyprawę do krainy wierzeń i politeistycznych mitów słowiańskich praprzodków.

Światowid ze Zbrucza

Światowid ze Zbrucza, zdjęcie ze strony Muzeum Archeologicznego w Krakowie.

Niewiele się pomylę, jeśli napiszę, że statystyczny Polak nie ma zielonego pojęcia o istnieniu nie tylko mitologii słowiańskiej, ale i o samych Słowianach. Jak to się stało, że świadomość istnienia zarówno naszej historii, jak i tych wszystkich opowieści została właściwie zapomniana? Oddajmy głos Andrzejowi Sapkowskiemu, który w 1993 roku, w jednym z najbardziej znanych swoich felietonów 3, pisze tak (podkreślenia własne):

„Tak, wiem, mamy słowiańską mitologię, mamy różnych Swarożyców, Swantewitów i innych Welesów. Ale mitologia owa nie sięga nas swym archetypem i nie czujemy jej projekcji na sferę marzeń. Albowiem zadbano o to skutecznie. Mitologia słowiańska tożsama jest z pogaństwem, a my, jako przedmurze chrześcijaństwa, przyjęliśmy Dąbrówkę z Czech i krzyż z Rzymu z radością i rozkoszą, z dnia na dzień, i to jest nasz archetyp.

U nas nie było elfów i Merlina, przed rokiem 966 niczego u nas nie było, był chaos, czerń i pustka, mrok. który rozjaśnił nam dopiero rzymski krzyż. Jedyny kojarzący się archetyp to owe zęby, które Mieszko kazał wybijać za łamanie postu. I to nam zostało zresztą do dziś: tolerancja, wyrozumiałość i miłosierdzie oparte na zasadzie – kto myśli i naczej, niech myśli – ale zęby trzeba mu obowiązkowo wybić. I cała prasłowiańska mitologia wyleciała z naszej kultury i z naszych marzeń niby owe zęby, wyplute z krwią. (…)

W polskiej, archetypicznej krainie marzeń nie było wszak Dobra i Zła, było tam wyłącznie Zło, na szczęście Mieszko przyjął chrzest i wybił Złu zęby, i od tej pory jest już tylko dobro i Ład, i Przedmurze, i co nam tam diabeł Boruta, wodą święconą go, skurwysyna.”

Krótko mówiąc, galopująca chrystianizacja praktycznie zniszczyła nasze kulturowe korzenie. Maria Janion, którą Jabłoński cytuje we wstępie swojej książki 4, pisze bez ogródek: „Poniesiona wskutek brutalnej nieraz chrystianizacji klęska Słowian, zwłaszcza zachodnich Słowian, przyłączenie ich do cywilizacji łacińskiej, przejawiły się między innymi w utracie własnej mitologii, tego ważnego spoiwa lokalnej wyobraźni. […] Warto […] wspomnieć o znamiennym rysie chrystianizacji Polski – o stosunku łacińskich misjonarzy do pogańskiej mitologii i religii Słowian. Zostały one w taki sposób zlekceważone i bezwzględnie zniszczone, że wśród badaczy powstało nawet przekonanie – poparte brakiem źródeł – iż w ogóle prawie nie istniały.” Posłuchajmy też samego autora 2: „Nasza polska tragedia została świetnie niegdyś zdiagnozowana przez Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego [dziewiętnastowieczny prekursor rodzimej etnografii i archeologii]: "kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi". Na szczęście ostatnio zaczęliśmy się pod tym względem zmieniać i rozumieć, że nasza tajemnicza i mało znana w świecie oraz nam samym Słowiańszczyzna może być (…) nie mniej ciekawa i egzotyczna, jak odkryta sto lat temu japońszczyzna.”

Okładka książki Dary Bogów, wyd. Genius Creations, Bernadeta Leśniowska-Gustyn

fragment okładki książki, ilustracja: Bernadeta Leśniowska-Gustyn (grafika na podstawie materiałów wydawcy)

I faktycznie tak właśnie jest. Jabłoński przyznaje jednak równocześnie 5, że z rekonstrukcją ówczesnych wierzeń, mitów i obrzędów jest spory problem, bo – jak już wspomniałem wcześniej – źródeł jest wyjątkowo mało, do tego często są niejasne lub niepełne. „W przeciwieństwie do Greków, Celtów czy Skandynawów, Słowianie nie zachowali przedchrześcijańskich eposów ukazujących zaranie ich mitycznych dziejów. (…) Mitoznawcy i etnografowie zadali sobie wprawdzie wiele trudu, aby naukowo zrekonstruować niektóre słowiańskie mity z przechowanych w tradycji ludowej strzępów pradawnych przekazów, żaden jednak nie pokusił się o nadanie tym rekonstrukcjom epickiej wersji przeznaczonej dla szerokiego kręgu odbiorców.” Takiego trudu podjął się właśnie autor „Darów bogów”, w efekcie otrzymaliśmy słowiańską wersję doskonale wszystkim znanej Mitologii Parandowskiego. „Raz jeszcze jednak powtórzę, iż rekonstruując tamten czas skazani jesteśmy w dużym stopniu na własne wyobrażenia i ostrożnie stawiane hipotezy, oparte np. na zgromadzonych przez wieki materiałach etnograficznych.” Ta ważna uwaga pojawi się w książce Jabłońskiego wielokrotnie, chociaż w różnej formie, w miejscach, w których tłumaczył będzie, co i jak – z braku stosownych źródeł – ubarwił/dodał od siebie. Autor zapewnia jednak, że „rekonstruując nasze mity opierałem się wyłącznie na rzetelnych źródłach i poważnych opracowaniach, unikając jak ognia wszelkich wątpliwych, niedostatecznie udowodnionych koncepcji. Starałem się ubarwić opowiadane historie,(…), co jak sądzę wzbogaciło narrację.” „Nierzadko zmuszony byłem uzupełniać luki w mityczno-baśniowych historiach własną literacką fantazją (...)”.

No dobrze, powiecie, ale z czym my tu tak naprawdę mamy do czynienia? „Dary bogów” to czternaście opowieści, prezentowanych czytelnikowi przez starego bajarza, snującego gawędy przy dogasającym ognisku. Zaczynamy z grubej rury: stworzenie świata, pierwsi bogowie (Białobóg/Swaróg/Perun i Czarnobóg), stworzenie ziemi, pierwszy człowiek. Potem robi się jeszcze ciekawiej. Trafiamy do Wyraju i do Nawii, poznamy Mokoszę i jej wszystkie dzieci – bogów Swarożyca (Dadźboga), Strzyboga, Chorsa, Jarowita, Welesa, i Żmija Trygława. Na scenę wkroczą też Jutrzenka, Dola, Marzanna/Dziewanna, wreszcie Jaga (dygresja: nie mogę się powtrzymać, aby nie podlinkować najlepszej Jagi w historii Internetu)... Plus cała pomniejsza menażeria: żar-ptaki, żmije, wilkołaki, wilki, Leszy, Prządki, rusałki, zmora Śmiercicha. Dowiemy się, dlaczego na niebie świeci Słońce, skąd wziął się Księżyc. Poznamy losy kilku półbogów (potomków ludzkich kobiet i bogów)...

ilustracje, Bernadeta Leśniowska-Gustyn

ilustracje prosto z książki: Bernadeta Leśniowska-Gustyn (grafika na podstawie materiałów wydawcy)

Ważne: przed ewentualną lekturą musicie mieć świadomość, że wszystkie te historie podane są w formie baśni/legendy i opowiedziane właśnie takim baśniowo-bajkowym stylem. W efekcie ciężko określić, do kogo „Dary bogów” są adresowane. Jednocześnie ciężar niektórych opowieści i ich dosadność wykluczają najmłodszych. Nie traktuję tego jednak w kategoriach wady/zalety – warstwa poznawcza tych historii rekompensuje ewentualne pretensje co do formy.

Każda opowieść – w wersji książkowej - kończy się krótkimi przypisami Jabłońskiego, które przybliżają źródła danego mitu/legendy, wyjaśniają, co jest fantazją autora, a co nie i objaśniają kwestie, które mogłyby być niejasne. Wersja audio posiada zresztą jeszcze i inne różnice, wynikające, jak się domyślam, głównie z faktu, że powstała jako pierwsza8 (gwoli ścisłości, pojawiła się na rynku ponad rok wcześniej, niż książka). I tak audiobook pozbawiony jest też obu dodatków („Słowiańskie bóstwa występujące w Opowieściach bajarza” i „Kalendarz obrzędowy Słowian” w opracowaniu Ratomira Wilkowskiego) oraz wstępu. Zamiast tego mamy prawie półtoragodzinny epilog, który jest swoistą syntezą występujących w książce części. Pewnie Jabłoński chciał po prostu wykorzystać medium (druk) i podzielić się wiedzą, którą zdobył podczas grzebania w źródłach. Chwała mu za to, bo zarówno audiobookowy epilog, jak i wszystkie dodatki w książce to rzeczy absolutnie fantastyczne i arcyciekawe. Przybliżają nie tylko źródła wysłuchanych historii oraz postaci występujące w słowiańskich mitach, ale i opowiadają o zwyczajach, rytuałach (postrzyżyny, kosopleciny, swaćba, tryzna) i świętach Słowian (Jare Gody, Noc Kupały, Święto Plonów, Dziady, Nowe Lato etc.). Dowiecie się z nich również, skąd tak naprawdę wzięły się obrzędy, które powszechnie uważamy za katolickie. Zdaję sobie sprawę z faktu, że przez niektórych czytelników/słuchaczy te wszystkie dodatki mogą okazać się znacznie bardziej interesujące, niż właściwe gawędy bajarza-narratora.

audiobook / okładka, grafika

okładka audiobooka "Dary bogów" (grafika na podstawie materiałów wydawcy)

Kilka słów należy się również samemu audioobookowi, wydanemu przez Audiotekę. Po raz kolejny mamy do czynienia ze słuchowiskiem zrealizowanym perfekcyjnie: począwszy od doboru aktorów (przede wszystkim fantastyczny Wiktor Zborowski w roli bajarza i narratora zarazem) na udźwiękowieniu kończąc. Trzaskający ogień, szum wiatru i morza, odgłosy lasu, klimatyczna muzyka – wszystko to razem tworzy niesamowite tło opowiadanych historii. Prawdziwych czy zmyślonych? „Nie ma (…) historii prawdziwych bądź fałszywych, są jedynie żywe lub martwe. Żyją, dopóki ktoś chce ich słuchać. Wszystkie opowieści kryją w sobie wiele znaczeń, toteż każdy, kto umie słuchać, może w nich odnaleźć prawdę o samym sobie.” 6 „Bogowie Słowian, by ożyć w naszej wyobraźni, nie potrzebują bogatych przybytków ani skomplikowanych rytuałów. Ich prawdziwą świątynią jest cała otaczająca nas przyroda (...) i ludzka wyobraźnia.” 7

Z tą myślą was zostawiam. I polecam zarówno książkową wersję „Darów bogów”, jak i rewelacyjne słuchowisko. To wyjątkowa pozycja, która w atrakcyjny sposób przybliży wam świat, który - jak się wydaje - bezpowrotnie umarł ponad tysiąc lat temu. ■

PS. Zainteresowani pogłębianiem wiedzy o Słowianach i ich mitologii znajdą w „Darach bogów” bogaty wybór literatury przedmiotu.

PSS. Musicie przyznać, że absolutnie fantastycznie brzmią te wszystkie słowiańskie imiona bogów i te wszystkie swojsko brzmiące nazwy. Dadźbóg, Swarożyc, Strzybóg, żmij, żar-ptaki, Śmiercicha, witeź, swaćba, Sieczeniec, Żywia, Leszy…

/ przypisy /
  1. Wikipedia pisze: "Z plemienia Polan wywodziła się dynastia Piastów. Obecnie nazwa Polanie, nie do końca poświadczona na okres wczesnego średniowiecza, jest kwestionowana. Zamiast dużego związku plemiennego Polan archeolodzy wyznaczają w Wielkopolsce siedziby kilku bezimiennych plemion (grup etnicznych), nie rozstrzygając o drogach wzrostu władzy ponadplemiennej wśród nich." Niestety, nie podaje źródła tych rewelacji, więc zaasekurowałem się słowem "ponoć".  ↩

  2. "Dary bogów, czyli słowiański epos", wywiad z Witoldem Jabłońskim.  ↩

  3. "Piróg albo Nie ma złota w Szarych Górach", Andrzej Sapkowski, Nowa Fantastyka 5(128)/1993  ↩

  4. Konkretnie Jabłoński cytuje "Niesamowitą Słowiańszczyznę", Janion Maria, Fantazmaty literatury, Kraków 2006.  ↩

  5. Cytaty pochodzą ze wstępu do "Darów bogów" i z wcześniej wspomnianego wywiadu.  ↩

  6. "Dary bogów", Opowieść pierwsza. O początku świata.  ↩

  7. "Dary bogów", Wprowadzenie. Mit i wyobraźnia.  ↩

  8. Już wiem, że moje domysły nie były zgodne z prawdą. Jak w komentarzu do niniejszej recenzji wyjaśnił autor, "Audioteka otrzymała jako materiał do słuchowiska tekst przygotowany już do druku. Wykorzystali część literacką i dopisany na ich prośbę Epilog, aby słuchowisko miało też walor edukacyjny. Książka była w zasadzie gotowa i zredagowana w 2017, lecz rozmaite perypetie wydawnicze sprawiły, iż ukazała się później niż audiobook, niemniej był to przypadek lub wola bogów."  ↩

6 komentarzy
Witelon
Wysłano 11 sierpnia 2019 o 09:40

Dziękuję za dobre Słowo, zawsze miło mieć do czynienia z myślącym czytelnikiem. W jednym się Pan myli: Audioteka otrzymała jako materiał do słuchowiska tekst przygotowany już do druku. Wykorzystali część literacką i dopisany na ich prośbę Epilog, aby słuchowisko miało też walor edukacyjny. Książka była w zasadzie gotowa i zredagowana w 2017, lecz rozmaite perypetie wydawnicze sprawiły, iż ukazała się później niż audiobook, niemniej był to przypadek lub wola bogów.
Pozdrawiam
Witold Jabłoński
PS. Rozumiem, że "Słowo i miecz" (2013) oraz kontynuacja "Ślepy demon" (2015) nie wzbudziły Pańskiego zainteresowania? Mimo to zachęcam. :)
WJ

bert
Wysłano 11 sierpnia 2019 o 18:27

Po pierwsze, Witoldzie, dziękuję za, jak zwykle zresztą, merytoryczny komentarz. Zmienię stosowny fragment recenzji w wolnej chwili.

A pozwalam sobie pisać do Ciebie "per Ty", bowiem już 10 lat temu (ależ ten czas leci!) właśnie w taki sposób ze sobą rozmawialiśmy, korespondując mailowo. Wtedy dyskutowaliśmy o Witelonie i - między innymi - wątkach homoseksualnych w Twojej literaturze. Planowałem wywiad z Tobą, ale w międzyczasie "Załoga G" przestała istnieć. I jakoś pomysł umarł.

Pytasz, czy "Słowo i miecz" oraz "Ślepy demon" wzbudziły moje zainteresowanie. Właściwy problem leży w czymś innym: tak dużo książek, a tak mało czasu :). Ale mam też dobrą wiadomość: słucham sobie właśnie w celach relaksacyjnych "Popiela, syna popiołów". Muszę przyznać, że całkiem przyzwoite słuchowisko!

Swoją drogą, masz jakiś wpływ na to, jak będzie "wyglądać" taki audiobook? Wiesz - czy masz na przykład jakiś wpływ na dobór aktorów wcielających się w Twoich bohaterów?

Witelon
Wysłano 11 sierpnia 2019 o 19:24

Ależ tak, oczywiście, możemy wrócić do "Tykania". Faktycznie, dawne to dzieje... prawie jak rozbicie dzielnicowe. ;)
"SiM" oraz "ŚD" opisują czasy tzw. "reakcji pogańskiej" i buntu Miecława oraz późniejsze, m. in. upadek Bolesława Śmiałego. Przypuszczam, że powinny Ci przypaść do gustu. W tym roku, po 4 (sic!) latach czekania ukaże się jesienią b.r. 2. tom "Ślepego demona", więc będziesz mógł zdobyć od razu komplet, jak się księgarz postara.
Wersja powieściowa "Popiela" ukaże się natomiast, (również w GC, które wydało "Dary bogów"), w listopadzie tego roku na moje urodziny. Taki jest plan i mam nadzieję, że go wydawca dotrzyma.
Na obsadę słuchowisk nie mam wpływu - to działka producenta i reżysera. Nie ma zresztą chyba niczego gorszego, niż żywy (ciągle) autor, wtrącający się na każdym etapie produkcji. Dlatego wygodniej niektórym adaptować zmarłych klasyków, bo nie mogą się bronić. Po tym, jak świetnie zrobili "Dary", dałem im całkiem wolną rękę - to są profesjonaliści i wiedzą, jak to robić. Nb. właśnie pracuję nad kontynuacją "Popiela", tym razem głównymi postaciami będą Wanda i Ziemowit. Premiera w I kwartale 2020. Audioteka pracuje też nad wersją niemiecką "Darów", również z premierą po nowym roku. Tak że będzie się działo!

bert
Wysłano 11 sierpnia 2019 o 23:04

A widzisz, muszę przyznać, że udało Ci się mnie zaskoczyć! Szczerze powiedziawszy, trudno mi sobie wyobrazić wersję drukowaną "Popiela", bo sposób, w jaki opowiadana jest ta historia, jest wybitnie audiobookowy, przeznaczony do słuchania. Więcej nawet: mam sporo uwag dotyczących dialogów, które miejscami brzmią zupełnie nieprzekonująco (czytaj: nikt tak nie rozmawia ze sobą!), bo zrezygnowano/zrezygnowałeś (?) z - nie wiem, jak to dokładnie ująć - powiedzmy: klasycznej narracji przetykanej krótkimi dialogami, na rzecz rozmowy bohaterów. I mamy takie kuriozalne sytuacje, jak na ten przykład atak braci Lecha i Kraka na Kruszwicę. Dzielni witezie, dysząc w ferworze walki, jednocześnie opisują sobie nawzajem, co oboje widzą. Wiesz, że wyłażą te zielone łapy utopców, że most się chwieje, że wyskakują nieumarli... Krótko mówiąc, wygląda to na ewidentne zagrania pod słuchowisko :)

Faktycznie, widzę, że sporo się dzieje i sporo przed Tobą. Cieszy mnie szczególnie zapowiedź audiobookowej kontynuacji "Popiela", bo słuchowisko (pomijając te dziwaczne czasem dialogi) jest świetnie zrealizowane i ciekawe. Jako że jestem dopiero w połowie, mam nadzieję, że pozostanie wciągające do końca :)

Witelon
Wysłano 11 sierpnia 2019 o 23:42

Tak, było to pisane od razu jako słuchowisko, z konieczności więc trzeba było skrócić narrację i przerzucić część opisów do dialogów, by było bardziej dynamicznie. W wersji powieściowej zostało to zmienione, a także dodałem sceny, które z konieczności trzeba było wyciąć, jak w filmie, bo odcinki były za długie. Powieść różni się pod tym względem od audiobooka. Podobnie będzie z Wandą.

bert
Wysłano 12 sierpnia 2019 o 11:50

Czyli elegancko: jest szansa na przyzwoitą lekturę :) - a jeśli dodatkowo dorzucisz równie smakowite epilogi i dodatki, może być naprawdę dobrze! Tymczasem wracam do słuchowiska, bo im dalej, tym ciekawiej. Swoją drogą, zrobiłeś kawał dobrej roboty, sięgając po te zapomniane historie.

Dodaj komentarz

Twój email nie zostanie opublikowany. Pola wymagane zaznaczyłem gwiazdką (*).

Klikając [WYŚLIJ] zgadzasz się na opublikowanie wysłanego komentarza. Komentarze są moderowane. Nie zgadzasz się z tym, co czytasz - ok, ale nie bądź niegrzeczny i nikogo nie obrażaj. Jak to mówił klasyk: chamstwa nie zniese.

POPRZEDNIA/NASTĘPNA