... wybierz książkę z listy, która się pojawi ...albo zamknij okno wyszukiwania wciskając [Esc]
Najnowsze recenzje
Pandemia „Łasuch: Tom 1”, Jeff Lemire Gabinet osobliwości „Azymut T5: Ostatnie podmuchy zimy”, Wilfrid Lupano, Jean-Baptiste Andréae Walka o siebie „Dni, których nie znamy”, Timothé Le Boucher
Najnowsze notatki
Sztywniutko „Ślepnąc od świateł”, Jakub Żulczyk Mocno pokręcone „Trylogia Nikopola T1: Targi nieśmiertelnych”, Enki Bilal Marv się wkurzył „Sin City T1: Trudne pożegnanie”, Frank Miller
Kolejna pięknie wydana książeczka z wydawnictwa, na które po prostu uwielbiam psioczyć, trafiła do moich rąk. Tak, tak, Fabryka Słów z Lublina. Jednak, ku mojej ogromnej radości, ostatnimi czasy wspomniane wydawnictwo zaskakuje mnie niezwykle pozytywnie...
Z pewną taką nieśmiałością podchodzę do książek, na których okładkach widnieją obce mi nazwiska. Personalia autora "Uśpionego Archiwum" nic mi nie mówiły. Zupełnie nie znam człowieka, w ogóle pierwsze słyszę. Nie lubię marnować czasu na bzdety, więc solennie obiecałem sobie, że jeśli pierwszy rozdział mi się nie spodoba, spokojnie zamknę książkę i zajmę się czym innym, zapominając o Podrzuckim. W końcu dałem mu szansę, nieprawdaż? Na szczęście stało się zupełnie inaczej...
Recenzja książki to spore wyzwanie. Chodzi przecież o to, aby nie zepsuć ewentualnemu przyszłemu czytelnikowi przyjemności płynącej z faktu samodzielnego odkrywania fabuły. Niby można ograniczyć cały wywód do jednego prostego stwierdzenia: książka jest w dechę i cool, ziomale - do księgarń! - jednak nie o to chyba chodzi. Tak więc podstawowy problem recenzenta można zawrzeć w następującym pytaniu: ile powiedzieć, aby nie powiedzieć za dużo?